STOP SMOG-SMOK
STOP SMOG-SMOK

Nigdy nie przypuszczałem, że mój pierwszy wpis na blogu po założeniu tej strony będzie dotyczył bardziej problemu społecznego niż zdjęcia. Zanim przejdę do tematu ze zdjęcia, słów kilka o fotografii.
Zdjęcie powstało w mojej głowie kiedy to moja żona była między II, a III trymestrem ciąży(a na kracie SD końcem lutego). Wielokrotnie przechadzając się z Kazimierza w stronę Centrum Kongresowego miałem okazję oglądać Wawel spowity gęstą zawiesiną przypominającą mgłę. Poruszając się po Krakowie oraz głośne „mówienie” w sieci o istniejącym problemie wyklarowały mi dwie grupy ludzi. (poza tymi którzy są neutralni): „niedojrzali” oraz ludzie chcący pomocy. Na temat pierwszej grupy pisać nie muszę, bo każdy domyśli się jaka może być reakcja „idioty” widzącego drugiego człowieka w masce na ulicy, albo krytykującego Twoje informacje w mediach społecznościwoych o 10-cio krotnym przekroczeniu normy stężenia pyłu zawieszonego. Z kolei druga grupa zmotywowała mnie do działania w tej sprawie. Ludzie zatrzymywali nas na ulicy pytając gdzie można kupić maski, jak sprawdzać i samemu na bieżąco monitorować stężenie pyłu zawieszonego.
Na wstępie zaznaczę, że wszelkie zawarte w tym miejscu przemyślenia są poparte własną obserwacją i doświadczeniami. Podkreślam, że nie posiadam wiedzy z zakresu ochrony środowiska czy jakiejkolwiek dziedziny która mogłaby być związana z tematyką zatruwania powietrza- wszystko z doświadczenia na własnych „płucach”.
Jest SMOG,a powinien być SMOK- powoli to słowo staje się ogólnoeuropejską,a może nawet światową wizytówką dawnej stolicy Polski- Krakowa. Odkąd się przeprowadziłem , zawsze mieszkałem w ścisłym jego centrum ( Śródmieście- Kazimierz). Wtedy jeszcze jako mało uświadomiony i szczęśliwy „emigrant” z Rzeszowa cieszyłem się samym pobytem w tym mieście- do czasu. Problem wydaje się mało istotny, dopóki nie dotyczy Ciebie. Moja przygoda ze smogiem zaczęła się kilka lat temu kiedy to studiowałem na Śląsku, a drugim końcem smogowego szaleństwa po Krakowie były (są) właśnie Gliwice. Właśnie tam zaobserwowałem, że nieużywana biała bluzka wisząca w szafie przez miesiąc, może sczernieć od „pyłu zawieszonego” i innych świństw o rozmiarze nieco większych niż 10 mikrometrów. Dla płuc takiego Rzeszowiaka, gdzie jego miasto to istne przeciwieństwo Krakowa, czy Gliwic pod względem czystości- to mały „szoczek”. Częste zapalenia górnych dróg oddechowych, ciągły kaszel, podrażnione gardło i oczywiście smród jakby ktoś palił bóg wie co- to norma w okresie grzewczym.
Wracając do Krakowa- kiedy tak naprawdę do mnie dotarło jak problem jest realny, a do przemyśleń skłoniła mnie ciąża żony. Przestałem jeździć autem do pracy, przesiadłem się w tramwaj/ autobus, a latem na rower. Po kilkunastu latach palenia- rzuciłem wszelkie tytoniowe używki. Zacząłem zgłębiać wiedzę na temat jak w miarę możliwości zadbać o zdrowie rodziny. Jednorazowe maski z filtrem klasy FP3, neoprenowe maski z wymiennym filtrem węglowym- powinny być obowiązkowym wyposażeniem każdego człowieka poruszającego się po Krakowie( i nie tylko) w okresie grzewczym.
Powtarzanie, „że ludzie nie mają czym palić, to palą czym popadnie, że Kraków leży w kotlinie” zwalanie wszystkiego na władze i inne tego typu gadki wcale nie „oddymią Krakowa”. Zbliża się wiosna, więc temat ucichnie, jednak znów powróci późną jesienią i tak w kółko, aż wszyscy będziemy musieli chodzić z respiratorami. Podsumowałbym to hasłem:
„Zmieniając świat- zacznij od siebie”
Mam tutaj na myśli przerzucenie się na komunikacje miejską na tyle ile to możliwe.- nie zwalajcie na opóźniającą się komunikację, na ciężkie połączenia… zacznijcie zmieniać siebie i dajcie przykład innym ! W sezonie grzewczym zastanówcie się trzy razy zanim spalicie coś czego nie powinniście oraz zwróćcie uwagę w jaki sposób spalacie opał w piecach. Wyposażcie się w maski z filtrem klasy FP3. Szczelnie dopasujcie ją do swojej trzewioczaszki(twarzy) w innym wypadku maska będzie pełniła funkcję wyłącznie „na pokaz”( to wydatek rzędu 50zł w przypadku maski neoprenowej). Dawajcie przykład innym !
Jeżeli teraz zbagatelizujesz problem…jak spojrzysz w oczy, rodzinie, przyjaciołom kiedy to ich dotknie problem ? Kiedy to właśnie oni będą spędzali swoje ostatnie dni życia w szpitalu ? Jak spojrzysz w oczu własnemu dziecku ? Na kogo zrzucisz winę ? Czy przywróci mu to zdrowie/ życie ? Wyłączne debatowanie i powtarzanie w kółko, że problem istnieje wcale go nie zlikwiduje.Ja nie przesadzam- to się dzieję naprawdę, to ma miejsce tu i teraz- jesteśmy w tym wszyscy.
Duże zmiany zaczynają się od małych, więc zacznij od zmian wokół siebie- to nie wstyd dbać o zdrowie swoje i bliskich.